Moja mama i brat mieszkają w Rychwałdzie, niewielkiej miejscowości pod Żywcem. Z okien domu we wszystkie strony roztaczają się przepiękne widoki na pasma Beskidów Małego i Śląskiego, pobliską górę Łyskę oraz górujący nad Żywcem, samotny masyw Grójca. Zauroczony tym krajobrazem jeden z moich przyjaciół stwierdził kiedyś, że trudno sobie wymarzyć piękniejszą lokalizację. I pewnie miał rację... Jednak to, co na mnie robi największe wrażenie i co zaraz po chęci zobaczenia się z najbliższymi stanowi główny powód, dla którego przyjeżdżam tu tak często, jak to tylko możliwe, jest otaczający dom ogród - małe dzieło sztuki, które stworzyli rodzice i którym bezustannie się opiekują. Rośliny nie są tu wprawdzie posadzone w idealnym porządku; rosnące na pozór bezładnie tworzą skomplikowane figury geometryczne niekoniecznie przypominające regularne linie, kwadraty czy koła. Czasem nawet pojawi się jakaś stokrotka... Albo nawet kilka(naście tysięcy ;-) stokrotek. No i jeszcze te drzewa. Owocowe i ozdobne - normalna rzecz w każdym ogrodzie. Ale topole? Wiązy i jesiony? Dęby, buki, graby? Nawet glediczja! I jeszcze wiele, wiele innych, dla których ogród wydaje się cokolwiek dziwnym domem. Architektowi ogrodów pewnie by się to nie spodobało. No cóż, chyba nie jestem architektem ogrodów... Dla mnie to miejsce to taki mały raj na Ziemi. Tu nie ma dwóch podobnych miejsc. Tu obok siebie rosną trzy niezwykłe, prehistoryczne drzewa: miłorząb dwuklapowy, metasekwoja chińska i tulipanowiec amerykański. Tu pochodząca z USA robinia akacjowa sąsiaduje ze swoimi krajankami - glediczją trójcierniową i daglezją zieloną. Tu lada moment rozegra się walka na rozłożystość korony pomiędzy platanem klonolistnym i kasztanowcem zwyczajnym, a topole włoska, kanadyjska i balsamiczna oraz jesion wyniosły będą walczyć o prymat najwyższego drzewa. O wszystkim tym, mam nadzieję, będę pisał na łamach tej strony. Ot, taki rodzaj pamiętnika ogrodu i przy okazji trochę prywaty ;-).
W tym miejscu szczególne podziękowania należą się moim rodzicom, w tym mojemu Tacie, którego niestety nie ma już wśród nas. To oni ponad 20 lat temu wybudowali dom i stworzyli ten ogród na zupełnie pustej działce. To oni posadzili tu pierwsze drzewa, które dziś, jako największe, stanowią "szkielet" ogrodu. Oni także stworzyli część owocową i ozdobną ogrodu. Z tatą często różniłem się w kwestii sadzenia dzikich leśnych drzew, takich jak topole i brzozy a już szczególnie olsze, czeremchy czy bzy. Pamiętam nasze długie dyskusje na ten temat i to, jak wraz z mamą i bratem w końcu przegłosowaliśmy go, po czym w ogrodzie pojawiała się kolejna topola :). Tak na prawdę jednak tata nie był bezwarunkowym przeciwnikiem nawet tych dużych, dzikich drzew. To przecież on posadził wszystkie brzozy, dęby, świerki, sosny i modrzewie a także pierwsze topole: balsamiczną i (wraz z bratem) włoską. Obawiał się natomiast o bezpieczeństwo domu oraz chciał zachować sadowniczy charakter ogrodu, który ja sukcesywnie coraz bardziej zamieniałem w swojego rodzaju ogród botaniczny. Cieszę się, że w końcu udało się nam wypracować trwały kompromis. Kompromis, który szanuję i którego mam zamiar zawsze przestrzegać.
Jeszcze tylko drobne uwagi techniczne. Zdjęcia są podzielone na tematy, a w ramach tematów ułożone chronologicznie. Prawie wszystkie zdjęcia mają powiększenia - wystarczy kliknąć w miniaturkę. Przy ważniejszych zdjęciach będę sukcesywnie umieszczał opisy. Życzę miłego oglądania...
|
|||
|
|
|
|
| Rodzice | Zygmunt (brat) | Autor strony | Byłbym zapomniał o Maxie :) |