Jak to się zaczęło
W czasie, gdy doglądałem budowy swojego nowego mieszkania, a było to w połowie 2002 roku, moją uwagę zwróciło pewne bardzo
wyróżniające się z otoczenia drzewo, rosnące na wprost okien rzeczonego mieszkania, w odległości około 100m od niego.
Była to piękna, bardzo wysoka i smukła topola włoska. Drzewo tak zwyczajne i tak niezwykłe zarazem...
Zwyczajne, bo spotykane dosłownie na każdym kroku w większości naszych miast. Niezwykłe... z każdego innego powodu.
Dzięki swojej wysokości, topola jako jedyna nie tonęła w otaczającym ją morzu zieleni słynnej Młynówki Królewskiej. Co więcej,
jak się później miałem okazję przekonać, można ją było zauważyć nawet z odległego o dobrych kilka kilometrów Kopca Piłsudzkiego!
Stosując proste metody trygonometryczne oszacowałem wstępnie wysokość drzewa na około 26m (obecnie 27.5m).
Nic dziwnego, że w otoczeniu pobliskich drzew, niższych o jakieś 7-15m, topola wyglądała jak olbrzymi maszt.
Ale wysokość nie była jedyną cechą, która wyróżniała "moją" topolę. Uwagę zwracała jej niezwykle piękna, wysmukła sylwetka
oraz sposób, w jaki drzewo poruszało się na wietrze. Było w niej coś takiego, co od początku niesamowicie mnie urzekło.
To właśnie ta topola obudziła we mnie prawdziwą pasję do drzew i stanowiła inspirację
do stworzenia niniejszej strony.
Przyzwyczaiłem się do niej. Mieszkam na najwyższym, trzecim piętrze budynku. Kiedy siedzę na kanapie, widzę tylko wierzchołki
innych drzew, podczas gdy topola jest widoczna niemal od połowy. Gdy leżę w łóżku, widzę tylko ją. Bardzo lubię patrzeć jak
delikatnie wygina się na wietrze (którego zresztą jest doskonałym wskaźnikiem; nie trzeba nawet podnosić głowy żeby sprawdzić
jaki jest wiatr :). Dużą frajdą jest też obserwowanie ptaków (zwłaszcza srok) przesiadujących czasami w okolicach wierzchołka drzewa.
Ludzie często nie rozumieją mojej fascynacji. Pewnego razu na przykład opowiadałem koledze, jak podczas silnej wichury patrzyłem
z niepokojem na wyginającą się niemiłosiernie topolę. Wiecie jak zareagował? Zdziwiwiły go moje obawy. Przecież nawet gdyby
się przewróciła - stwierdził - nie dosięgnęłaby budynku. Nie przyszło mu po prostu do głowy, że można się bać o drzewo.
Nie tylko jemu zresztą; podejrzewam, że tak myśli zdecydowana większość ludzi (czego oczywiście nie można nikomu mieć za złe).
Rzecz jasna nie wybierałem mieszkania pod kątem "widoku na topolę". Traf jednak chciał, że spośród kilkunastu lokali na trzecim piętrze,
to właśnie mój jest usytułowany dokładnie na wprost niej. Bardzo lubię swoje mieszkanie i nie planuję w najbliższej przyszłości
nigdzie się przeprowadzać. Tak sobie jednak myślę, że jeśli kiedyś będę musiał to zrobić, to chyba najbardziej będzie mi żal
mojej topoli...
|